NIE KRADNIJ !!!
Bielskie Syreny.pl
NIE KRADNIJ !!!

Tym żył świat
- Cienie i blaski samochodu Syrena część 1.







Przedstawiony poniżej artykuł ukazał się w Horyzontach techniki z 1959 roku.

NIE KRADNIJ !!!

Pod wspólnym drukujemy dwa artykuły:
Jeden - pióra mgra Stefana Sękowskiego - to wrażenia użytkownika "Syreny" i jego uwagi o niedomaganiach polskiego samochodu popularnego.
Drugi - mgra inż. Karola Pionniera, naczelnego konstruktora FSO, który wyjaśnia sprawę
z punktu widzenia zakładu produkcyjnego.

"O Syrenie obiektywnie"

O polskim małolitrażowym samochodzie "Syrena" pisało się stosunkowo niewiele. Dużo natomiast
słyszy się ustnych opinii najróżniejszych "speców". Według jednych "Syrena" to kupa szmelcu,
inni szczegółowo i rzeczowo rozwodzą się nad jed wadami, jeszcze inni widzą w niej same
dodatnie strony i pod adresem wytwórni FSO kierują ciepłe słowa.

Sprawa poinformowania szerszych rzesz miłośników motoryzacji o rzeczywistych zaletach
i wadach tego samochodu wydaje się sprawą palącą, bowiem ilość "Syren" krążących po naszych
szosach i ulicach wzrasta szybko.

Osobiście nie czuję się ani powołany, ani tym bardziej kompetentny do autorytatywnego
wydawania sądów o "Syrenie". Pragnę jednak podzielić się z czytelnikami "HT" garścią uwag
i spostrzeżeń, jakich dokonałem ja, jak również moi dwaj koledzy, w trakcie półrocznej
eksploatacji samochodów tej marki.

"Wstydź się, kontrolo"

"Syrenkę" odbierałem z ul. ks. Ziemowita w Warszawie. Dojazd fatalny, przysłowiowa biurokracja, nieposzanowanie klienta.

W trakcie oględzin stwierdziłem uszkodzenie wskaźnika temperatury wody oraz szybkościomierza. Usterek tych nie pozwolono mi wpisać do aktu kupna-sprzedaży twierdząc, iż w ramach gwarancji bezpłatnie usunie je stacja obsługi FSO przy ul. Towarowej. Szybkościomierz wymieniono mi rzeczywiście, lecz za wskaźnik temperatury wody - nie objęty, jak się okazało, gwarancją
- zażądano około 400 złotych.

Następnego dnia po wstawieniu samochodu na kanał stwierdziłem, iż nie było w podwoziu
i w silniku ani jednej śruby bądź nakrętki odpowiednio silnie dokręconej. Identyczny stan rzeczy stwierdziliśmy w dwu "Syrenach" odbieranych przez moich kolegów. W jednym z samochodów na dodatek linka od gazu nie była w ogóle zamocowana w uchwycie.

Tych parę wad hoć wybranych przykładów dobitnie świadczy o bardzo liberalnej kontroli technicznej z FSO. Z drugiej strony czas, by nareszcie pomyśleć i o tym, aby klient nie był
z miejsca zmuszony do pokrywania z własnej kieszeni skutków niedbalstwa fabryki. O licznych niedociągnięciach tzw. kosmetyki wozu rozwodzić się nie będę, gdyż nie wpływa to przecież decydująco na wartość użytkową samochodu. Niska jakość lakieru, niestaranne chromowania
i tapicerka, złe uszczelnienie przedniej szyby i drzwi, oto typowe usterki, które bardzo zmniejszają radość z dokonanego sprawunku.

"Za kierownicą"

Do lipca bieżącego roku zajęcie miejsca za kierownicą w "Syrenie" połączone było z pewnego rodzaju wyczynem sportowym. Dotyczyło to ludzi słuszniejszej tuszy, obdarzonych przez naturę długimi nogami, lub poprostu ubranych w futro czy gruby płaszcz. Chodzi o to, że koło kierownicy umieszczone jest tuż nad siedzeniem. Ponieważ z kolei mimo maksymalnego cofnięcia siedzenia do tyłu miejsca na nogi jest bardzo mało, wspomniane części ciała trzeba trzymać mocno zgięte
w kolanach. Obiektywnie mogę stwierdzić (mam 1,80m wzrostu), że po 2-3 godzinach nienaturalnie zgięta prawa noga cierpnie i drętwieje.

I tak już niewygodną pozycję kierowcy pogarsza jeszcze w niektórych przypadkach dźwignia zmiany biegów. Otóż zdarza się w "Syrenach", że dźwignia ta po włączeniu biegu trzeciego zajmuje położenie "godziny czwartej". Kolano nogi prawej nie mieści się wówczas pod dżwignią
i nieszczęsny kierowca przybrać musi równie nieestetyczną jak i niewygodną pozycję ginekologiczną.

Na pocieszenie dodam, że obniżając siedzenie oraz zmieniając kąt mechanizmu zmiany biegów (czego osobiście dokonałem), można sobie wybitnie polepszyć pozycję.

Wydaje się, jednak, że tego rodzaju ulepszenia powinna wykonywać fabryka, a nie poszczególny użytkownik.

W tym miejscu nasuwa się porównanie "Syreny" z "Mikrusem". Tu za kierownicą jak też na fotelu obok usiądzie największy nawet mężczyzna i do tego z całkowicie wyciągniętymi przed sobą nogami.

Dla sprawiedliwości trzeba dodać, że już od lipca br. "Syrenki" otrzymały małe koło kierownicze, a wtajemniczeni szepcą, że projektowane jest przerzucenie zbiornika paliwa na tył, dzięki czemu będzie bardzo dużo miejsca na nogi. Z tych samych źrudeł donoszą o projektowanej zmianie zawieszenia.

Gdy już szczęśliwie siedzimy za kierownicą, dokonajmy małego przeglądu poszczególnych zespołów wozu. Zacznijmy od rozrusznika. Jeśli użytkownik dba należycie o akumulator,
to rozrusznik działa bez zarzutu, a "Syrena", nawet "zimna", zapala bardzo łatwo.

Sprzęgło działa również sprawnie. Gożej znacznie jest już ze skrzynią biegów i mechanizmem służącym do ich zmiany. Powiedzmy sobie szczerze i otwarcie, jeśli użytkownik mający za sobą tylko sakramentalne 8 godzin jazdy na kursie siądzie do "Syrenki", to 90 na 100, że uszkodzi delikatną, nie zsynchronizowaną skrzynię biegów, a przy tym przeżyje istotne katiusze, jeśli wypuści się za wcześnie na miasto.

Zmiana biegów w "Syrenie" jest trudna, wymaga odpowiedniej wprawy i wyczucia. Sprawę pogarsza jeszcze fakt, że w mechaniźmie zmiany biegów oprócz metalowego cięgła znajduje się jeszcze i linka Bowdena. Linka jak wiadomo, wyciąga się, trzeba więc od czasu do czasu regulować cały mechanizm, czego jednak pod żadnym pozorem nie wolno robić laikowi.

Ruszając z miejsca trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z silnikiem dwusuwowym, który pracować może w obie strony. Uwaga ta jest bardzo ważna, bowiem gdy spowodujemy szarpnięcie przy ruszaniu, silnik najczęściej przeskakuje do tyłu. Ponieważ "Syrena" posiada tzw. wolne koło, przy pracy silnika w tył nie możemy żadnym biegiem ruszyć do przodu. Rzut oka na amperomierz, który wskazywać będzie wyładowanie, pozwala stwierdzić pracę silnika
w przeciwnym kierunku. Należy wówczas silnik zgasić i ponownie go uruchomić.

Na pierwszym, drugim i trzecim biegu "Syrenka" nawet obciążona posiada zryw zupełnie dobry jak na 27-konny silnik. Na biegu czwartym silnik zachowuje się już stateczniej i trzeba dosyć długiego odcinka drogi, aby skłonić go do biegu z szybkością 80 km/godz. Po przekroczeniu
tej szybkości użytkownik musi się liczyć z nie małą niespodzianką. Oto nagle silnik po prostu gaśnie.

Przestraszony kierowca zatrzymuje się i zależnie od posiadanych umiejętności rozbiera co się da. Poszukiwania defektu są jednak zupełnie niepotrzebne, gdyż silnik daje się od razu uruchomić.
Ale oto nowa próba przekroczenia osiemdziesiątki - efekt ten sam - silnik gaśnie. Przyczyna jest bardzo prosta i tkwi w kraniku. Po prostu posiada on za mały przelot i tym samym przy wysokich obrotach silnika dopływ mieszanki jest za mały*. Niby drobiazg, ale dokuczliwy. Złośliwi twierdzą, iż jest to celowo przez FSO założony dzwonek alarmowy. W każdym razie trzeba przyznać,
że działa on sprawnie.

* - Dokładniej - winę ponosi puchnąca uszczelka w kraniku.

"Trochę pochwał"

Gdy już jest mowa o szybkości i mieszance to muszę dodać, iż stwierdziłem,
że przy nie przekroczeniu 65 km/godz, zużycie paliwa wynosi niecałe 8 litrów na 100 km.
Jeśli jednak pozwolić sobie na szybkość 70-80 km/godz, wówczas zużycie paliwa przekracza
10 litrów na 100 km. "Syrenka" na każdej szybkości da się prowadzić łatwo i przyjemnie.

Panoramiczne szyby z przodu i z tyłu zapewniają idealną widoczność.

Samochód trzyma się drogi dobrze, zakręty nawet na znacznej szybkości bierze łatwo, szczególnie jeśli tył będzie obciążony. Na tylnym siedzeniu jedzie wygodnie dwu pasażerów, a na niedługich odcinkach (jeśli oczywiście nie widać MO) z powodzeniem mieszczą się 3 osoby.

Przekonałem się też, że przy odpowiedniej wprawie można pokonywać na "Syrence" nawet znaczne wzniesienia, jak i ciężką drogę terenową. Trzeba tylko pamiętać, aby nie dopuścić do nadmiernego spadku obrotów silnika.

Światła szosowe są zupełnie dobre, a hamulce hydrauliczne, odpowiednio wyregulowane, działają bez zarzutu.

Niektórzy urzytkownicy narzekają na złe jakoby resorowanie wozu. Oczywiście, że "Syrenki"
pod względem resorowania nie można porównywać z amerykańskim superkrążownikiem, ale jak sam się przekonałem jeżdżąc po prawdziwych bezdrożach południowo-wschodniej Polski, zawieszenie "Syrenki" jest doprawdy mocne i jak na tej klasy samochód zupełnie dobre. Porównanie pod względem resorowania np. z "P-70" wypada zdecydowanie na kożyść naszej znajomej.

Panie szczególnie chwalą pojemny bagażnik, umożliwiający zabranie naprawdę dużej ilości rzeczy. Zajmujący wiele miejsca na górnej półce lejek radzę spłaszczyć. Zmieści się wtedy na dole
w odpowiedniejszym dla siebie towarzystwie. Jedyny mankament tej części wozu to niechlujstwo wykończenia, jak nie rozprowadzone bryły masy podkładowej, wystające liczne śruby, które idealnie drą tkaniny, przeciekanie wody przez uszczelkę i tym podobne "drobiazgi".

"Kilka uwag o eksploatacji"

Na przestrzeni pół roku, w czasie którego przejechałem 8 tysięcy kilometrów, przyznaję, iż byłem częstym klientem stacji obsługi.

Pierwszym na pozór błahym powodem była po prostu chęć skontrolowania poziomu oleju
w skrzyni przekładniowej.

Nawet w większości motocykli, nie mówiąc już o samochodach, czynność ta sprowadza się
do wyjęcia metalowej miarki, na której zaznaczony jest minimalny i maksymalny poziom oleju. Natomiast "Syrenka" posiada dwa wkręcane korki. Jeden, umieszczony na górze, służy do wlewu oleju, drugi - na dole z boku - służy do kontroli poziomu. Korki te trzeba odkręcić i dopóty przez górny otwór dolewać oleju, aż pocznie on wypływać przez otwór dolny. Teoretycznie jest to proste, ale ... Korek poziomowy umieszczony jest w niedostępnym od góry miejscu (konieczny jest kanał), a ponad to oba korki odkręcić trzeba specjalnym kwadratowym kluczem, którego brak
w komplecie narzędzi.

Ponieważ większość "Syrenek" olej gubi, stąd też użytkownik, który chce dbać o swój wóz,
ma naprawdę wiele kłopotów.

Po bardzo ostrożnym przejechaniu 3500 km w silniku moim poczęło coś nieprzyjemnie szumieć. Przyczyna tkwiła w wadliwie wykonanych tłokach, które mi wymieniono w ramach gwarancji. Ten sam przypadek miał mój kolega. Podobno obecnie jakość tłoków jest już bez zarzutu.

Z kolei po około 5 tysiącach kilometrów puścił spaw uchwytu mocującego chłodnicę oraz spaw połączenia rury wydechowej z tłumikiem. Obaj moi koledzy mieli tą samą przyjemność wracania do domu z tłumikiem i rurą wydechową podwiązanymi drutem.

Poważniejszych nieprzyjemności dostarcza zawieszenie silnika. Od przodu spoczywa on na jednej gumowej poduszce, lecz brak jest ograniczników ruchów bocznych silnika. Skutkiem tego silnik
w pewnych momentach tak mocno przesuwa się na boki, że skrzydełka wentylatora zaczepiają
o osłonę chłodnicy. Ponadto przednia poduszka narażona jest na działania paliwa i oleju spływających na nią z gaźnika. Nie ma więc co się dziwić, iż w tych warunkach gumowa poduszka pęcznieje, rozłazi się i po pewnym czasie zupełnie nie spełnia swego zadania.

Użytkownik "Syrenki" powinien być szczególnie uczulony na drgania kierownicy. Jeśli bowiem podczas jazdy na drugim i trzecim biegu po łuku z naciśniętym pedałem gazu kierownica poczyna drgać na boki, jest to sygnał ostrzegawczy, iż z przednim zawieszeniem jest coś nie w pożądku. Zbagatelizowanie przez kolegę tego sygnału doprowadziło w niedługim czasie do zgubienia podczas jazdy jednej półośki. Nawiasem dodam, iż wóz parę dni wcześniej odebrany został
z przeglądu technicznego (przebieg 3000 km). Dlaczego kolega ten nie wylądował w rowie
i dlaczego nie nastąpiło żadne poważniejsze uszkodzenie, dla mnie, świadka tego wypadku, zostanie na zawsze tajemnicą.

Na szosie Zambrów-Warszawa spotkałem kiedyś nieszczęśliwego "syrenkowicza", który misterną plątaniną sznurków i własnych szelek usiłował zastąpić urwany pasek klinowy. Pod wrażeniem tego widoku dokonałem przeglądu i stwierdziłem, że i mój pasek trzyma się już tylko "na słowo honoru". I zaczęła się tragedia. Po pierwsze nikt nie wie, jaki jest wymiar tego paska (instrukcja obsługi o tym milczy), a dalej gdzie go nabyć, bo oczywiście Motozbyt takich drobiazgów
nie prowadzi. Skończyło się oczywiście na prywatnym sklepie, gdzie pasek taki kosztuje - bagatelka - 50 złotych.

Dla równowagi dodam, że cewki zapłonowe w "Syrence" są bardzo wytrzymałe. Włączona przez całą noc stacyjka spowodowała całkowite rozładowanie akumulatora, lecz cewki wytrzymały.
I nowy plus "Syreny" - z popchnięcia, po włączeniu ostrego koła, zapaliła dosłownie po 2-3 metrach.

Pomysł wprowadzenia wolnego koła jest bardzo dobry. Jeździ się na nim bardzo przyjemnie,
a co ważniejsze, daje to oszczędność nie tylko silnika ale i benzyny.

W lecie, podczas upałów celowe jest zdjęcie przewodu gumowego prowadzącego powietrze
z chłodnicy do systemu klimatyzacyjnego. Zabieg ten polepsza chłodzenie i - jak się przekonałem - nawet podczas upałów i w ciężkim terenie woda nigdy się nie zagotowuje.

Warto wreszcie wspomnieć o rozkładanych przednich siedzeniach. Jak to stwierdziłem podczas urlopu, spanie dla dwu osób jest zupełnie możliwe, ale niestety niewygodne. Położone siedzenia nawet po podparciu, powiedzmy puszkami po oleju, nie tworzą nawet w przybliżeniu lini prostej.

I ostatnia uwaga. Bolączką niemal wszystkich "Syrenek" jest nie domykająca się bądź samowolnie otwierająca się maska. Doprawdy nie jest to bezpieczne ani przyjemne, gdy przy szybkości
60 km/godz maska poderwana podmuchem wiatru otwiera się zasłaniając całkowicie widok do przodu. Sam to przeżyłem, więc radzę stosować dodatkowo zabezpieczenie własnego pomysłu. Podobno 100% zabezpieczenia daje kawałek drutu bądź sznurka.

#### #### ####

Na podstawie obserwacji 3 wozów dochodzę do następujących wniosków:

1. "Syrena" nie jest wozem dla początkujących, ani też dla użytkowników mieszkających z dala od stacji obsługi.

2. Większość wad i usterek wynika z niedbałego montażu i wykończenia, a więc można temu bardzo łatwo zaradzić.

3. Użytkownik musi sobie z góry zdać sprawę, iż będzie częstym gościem stacji obsługi, chyba że zrezygnuje z gwarancji i sam dokonywać będzie wszelkich napraw i regulacji, ale stanie wówczas przed problemem zdobywania części, które posiadają stacje obsługi.

4. Poziom usług stacji obsługi, nie wyłączając przedstawicielstwa FSO, jest bardzo niski, a ich ceny za to odwrotnie proporcjonalne do jakości usług (mowa o stacjach warszawskich).

5. Z powodu cienkiej blachy nadwozia i usterek w lakierze jak i nieszczelności poszczególnych części - "Syrena" jest samochodem bardziej wymagającym garażu niż inne wozy.

6. W odpowiednich rękach i przy należytej konserwacji "Syrena" jest naprawdę niezłym
i przyjemnym wozem.

Mgr Stefan Sękowski





Copyright 2010-2012 - Rajsky
Wszystkie artykuły i fotografie są własnością strony www.bielskiesyreny.pl
Kopiowanie i rozpowszechnianie jest zabronione.