NIE KRADNIJ !!!
Bielskie Syreny.pl
NIE KRADNIJ !!!

od WSMu do FSMu
- A jednak prawdziwe ...







Przedstawiony poniżej artykuł ukazał się w Motorze z 1975 roku.


"A jednak prawdziwe ..."

Historia jest krótka i nader pouczajaca. Pewnego dnia zwykły obywatel kupuje produkowaną przez nasz przemysł samochodowy od stosunkowo niedawnego czasu Syrenę Bosto, typ 105 B. Jest to pojazd w rodzaju combi, oparty oczywiście na zespołach i podzespołach normalnej Syreny 105.

Kupuje, żeby być dokładnym, w Świerklańcu koło Piekar Śląskich, w miejscowej "Agromie". Producent dołącza do tego pojazdu jedynie instrukcję obsługi pojazdu osobowego. Bo skoro pojazd w lwiej części bazuje w swej konstrukcji właśnie na Syrenie 105, producent nie widzi potrzeby zawracania sobie głowy opracowaniem i drukowaniem niewielkich stosunkowo ilości dodatkowych instrukcji.

I teraz przeciętny obywatel, niczego - bo i skąd - niepodejrzewając, udaje się kupionym samochodem do miejsca swojego zamieszkania. I znowu, żeby być dosłownym - do Tarnowa i tam zgłasza się do kompetentnego wydziału komunikacji, żeby swój nowy nabytek zarejestrować. W tym też momencie zaczyna się jego "droga przez mękę".

Przede wszystkim - jak komunikuje - zgodzono się na zarejestrowanie rzeczonej Syreny Bosto jedynie na dwie osoby, plus odpowiednia ilość ładunku. powiedzmy 450 kg. Wbrew temu, że pojazd - wizualnie nawet - przystosowany jest do przewozu większej ilości osób. Urzędnika w wydziale komunikacji nic nie jest w stanie wzrószyć; on takiego pojazdu nie zna, on ma instrukcje.

Mało - daje jeszcze inny warunek: samochód, niezależnie od tego, czy jest nowy, czy nie, ma przejść badania techniczne, czy aby odpowiada normom traktującym o dopuszczeniu do ruchu.

Zdumiał się ten nasz przeciętny obywatel niepomiernie i aż go zatkało: jak to, na własny koszt? Przecież samochód jest nowy i został wyprodukowany przez polski przemysł, w Polsce został kupiony i tu też chcę go zarejestrować. Nijak nie mógł tego wszystkiego zrozumieć. Czemu się osobiście nie dziwię, bo i ja, gdy tylko mi tę historię opowiedziano, także nic z niej nie zrozumiałem ...

Ażeby jednak sprawdzić, kto tu jest przy zdrowych zmysłach, a kto ewentualnie robi sobie niewczesne żarty, zagadnąłem o przedmiot w instytucji wyższej - wydziale komunikacji Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie. Okazało się, że nawet tak wysoka instancja nie jest w stanie wyjaśnić sprawy definitywnie i że musi się skonsultować aż z resortem komunikacji, co też błyskawicznie - co trzeba uznać - uczyniła.

Odpowiedź, jaką mi niebawem przekazano, przeszła moje najśmielsze oczekiwania i spowodowała, że na chwilę zaniemówiłem, nie mogąc zdobyć się na rozsadną, wyjśniającą rzecz, polemikę. Miła pani z wydziału, powołując się na dopiero co odbytą rozmowę z przedstawicielem resortu komunikacji (p.Wosikiem, o ile dobrze zrozumiałem i zanotowałem) z departamentu komunikacji drogowej, donosi, że Syrena Bosto może być zarejestrowana w dwóch wersjach: dwie osoby plus 450 kg ładunku, względnie mniejsza ilość ładunku i większa ilość osób. Uzależnione jest to od rodzaju opon, w jakie pojazd jest wyposażony. Zaskakujące.

To znaczy ,że właściciel nie może pójść do sklepu i poprosić o sprzedanie normalnych opon syrenowskich, takich, jakie się powszechnie w tych pojazdach stosuje? Każdy pojazd ma określona górną granicę ładowności, tu jednak to nie wystarcza. Mniejsza zresztą z tym.

Teraz bowiem nastapiło owo zdumiewające dalsze wyjaśninie: samochód istotnie musi przejść dodatkowe badania techniczne, niezależnie czy jest nowy, czy nie bo nie posiada atestu o dopuszczalności do ruchu po drogach publicznych PRL oraz nie posiada ten produkt zwolnienia od takiego badania! Nie uwierzyłbym, gdybym nie usłyszał na własne uszy!

Takoż to - w myśl wygłoszonej już przez kogoś tezy, że nawet paraliż bywa postępowy - wyprodukowano w Polsce rzecz o niebagatelnej cenie, puszczono ją - że tak powiem - w obieg, do sprzedaży, a czy rzecz ta wogóle nadaje się do użytku, niech się martwi jej nabywca i niech płaci za odpowiedni certyfikat wydany przez chyba - Bióro Rzeczoznawców PZMot.

Ów przeciętny obywatel nabył tę rzecz z określonymi zamiarami, z nadziejami, zawierzając instrukcji z samochodu osobowemu i temu co widzi. Ograniczenie go w tych zamiarach w sposób opisany - jest zaskakujące. Nie byłbym wielce zdziwiony, gdyby wystąpił na drogę sądową, o to, że go oszukano.

Bo przecież ktoś z kogoś zrobił tu wariata. Może zechce się wobec tego oficjalnie wytłumaczyć?


Adam Jasiński


Od redakcji: cała sprawa przypomina, jako żywo, historie z motocyklem "Gazela", który został w swoim czasie wyprodukowany i przekazany do sprzedaży, bez uprzedniego zatroszczenia się producenta o uzyskanie w Ministerstwie Komunikacji oficjalnej zgody na dopuszczenie tego pojazdu do ruchu. Czyżby dotychczasowe doświadczenia niczego nie nauczyły?



NIE KRADNIJ !!!





Copyright 2010-2012 - Rajsky
Wszystkie artykuły i fotografie są własnością strony www.bielskiesyreny.pl
Kopiowanie i rozpowszechnianie jest zabronione.